Kuroshitsuji
,,Mroczny kamerdyner'' (nie lubię dosłownego tłumaczenia ,,Czarny lokaj'') zauroczył mnie pierwszy raz, gdy miałam trzynaście lat. Wiktoriańska Anglia, piękne stroje, dyliżanse, Królowa Wiktoria, shinigami, demony, spiski i morderstwa... Czego chcieć więcej ? Pewnego dnia, a konkretniej podczas urodzin Ciel'a w posiadłości Phantomhive'ów wybucha pożar. Cała rezydencja zostaje doszczętnie spalona, głowa rodziny wraz z małżonką zamordowana, a ich syn wzięty do niewoli. Młody hrabia przyzywa do siebie demona i zawiera z nim pakt. Ciel zapewni piekło wszystkim zamieszanym w tragedię jaka go spotkała, a pomiot piekieł w zamian zyska...duszę chłopca. Phantomhive nadaje demonowi imię- Sebastian i zaraz po śmierci (garstki) oprawców opuszczają potworne miejsce by przeżywać różne i rozmaite przygody. Jeśli chodzi o postacie, to jedne są lepiej dopracowane, inne gorzej, ale wiadomo, że bez nich byłoby nudno. Mamy tutaj na przykład zakochaną w Sebastiani...
